RSS
wtorek, 08 czerwca 2010

Żona wiceprezydenta Łodzi usłyszała m.in. zarzuty niedopełnienia obowiązków, poświadczenia nieprawdy w dokumentach i przyjęcia korzyści majątkowej - i czterech koszy kiełbas wartych 600 zł.
Jak nisko można upaść..
http://lodz.naszemiasto.pl/artykul/443182,zona-wiceprezydenta-lodzi-zatrzymana-przez-cba,id,t.html?kategoria=660

..a mi i tak chodzi dzisiaj po wyjściu z pracy Piosenka z Pętlą..

Zasadziłem róży krzak, a wyrosłaś Ty;

Miałem piękny kawał sadu, sad zdeptałaś mi.

Podążałem prostym krokiem, skoślawiłaś krok;

Żyło w piersiach zdrowe serce, wbiłaś jadu grot.

Grzało kości wielkie słońce, lodem skułaś świat;

Smakowało kiedyś życie, lecz straciło smak.

Śmiech, com trzymał go na ustach, zamieniłaś w łzę;

Lęgły mi się dobre myśli, dzisiaj tylko złe.  

Po coś sadził róży krzak?

Całkiem ci rozumu brak.

Głupiś – Stiopa – głupiś, bracie!

Żeś zajmował się tym krzakiem.

Czy nie lepiej było z nami

W karczmie – Stiopa – pić szampana?

Wieczorami rżnąć tam w karty

I po świt na stołach tańczyć?

Marzył mu się zapach róż;

Biedny chłop, po chłopie już.  

Zasadziłem róży krzak, a wyrosłaś Ty;

Snami tkałem sobie czas, potargałaś sny.

Skrzypek grał mi w kapeluszu, udusiłaś go;

Idzie wszystko jak po grudzie, dawniej gładko szło:

Pukał do mnie los – czarodziej, nosił z bajek dni;

Teraz zatrutymi dniami pech wyważa drzwi.

Miałem Boga za sąsiada, dzisiaj z czartem śpię,

Chyba piekło sadzić różę podkusiło mnie.  

Po coś sadził róży krzak?

Całkiem ci rozumu brak.

Głupiś – Stiopa – głupiś, bracie!

Żeś zajmował się tym krzakiem.

Czy nie lepiej było z nami

W karczmie – Stiopa – pić szampana?

Wieczorami rżnąć tam w karty

I po świt na stołach tańczyć?

Marzył mu się zapach róż;

Biedny chłop, po chłopie już.

http://wytrych8.wrzuta.pl/audio/4VzhULwZ9lm/grupa_rafala_kmity_-_piesn_z_petla

niedziela, 30 maja 2010
niedziela, 23 maja 2010

Pani palce są chłodne i pachną, jak opium,
Takie małe półtrupki anemiczne i blond,
Marzą o kimś, co by ich w pocałunkach utopił,
Jak w odymce błękitnej papierosa ?Piedmont?.

Na nietkniętą serwetę coś bezgłośnie opadnie...
(Białe astry w flakonach umierają przez sen...)
Pani milczy tak cicho, melodyjnie i ładnie,
Jak w najlepszych preludiach lunatyczny Verlain.

Może smutek zielony z twarzą negra z Zambezi
Owachlarzył dziś Panią, otuloną w pół-zmrok...
Pani słuchać chce moich egzokwintnych syntezji
Tak, jak pije się z kawą jakiś cordial-medoc.

Jednak Pani nie lubi przecież rzeczy zbyt ostrych
A czyż zawsze być można gentlemanem par force?...
Za minutę przyniesie nam szampana i ostryg
Lokaj z twarzą wyblakłą i pomiętą, jak gors.

Zresztą stać mnie dać nawet własne serce na rożen,
Jeśli z niego przyrządzą apetyczne filet...
Pani pachnie dziś cała ostrygami i morzem,
A ja kocham tak morze, zapłakane we mgle...

Za szybami ponurych, zieleniących się okien
Pierwszy brzask się przeczołgał, znieruchomiał i legł...
Pani dzisiaj jest chora... Pani płakać chce... Shocking!
Wypłowiałe kotary słyszą wszystko... jak szpieg...

Pani widzi w drobnostkach zaraz ton psychodramy...
Chwile życia są kruche i słodkie, jak chrust.
Czy dlatego, że my się, par exemple, nie kochamy,
Nie możemy całować swoich oczu i ust?

A ja chcę dzisiaj pieścić Pani piersi bez bluzki,
Chcę być dziko bezczelny i mocny, jak tur.
Pani dużo ma w sobie z rozpalonej Zuluski,
Pani usta się śmieją i mówią: toujours!

Pani dzisiaj się marzy... jakiś sen o wikingu...
Purpurowe ekscesy niewyspanej Ninon...
Takie, jak Pani, bierze się w pędzącym sleepingu
Na poduszkach pluszowych rozebraną i mdłą.

I, wsysając się w piersi Pani ostro-mdły zapach
W końcach palców poznaje się budzący się wstręt
Do tych kobiet, co dają się na brudnych kanapach
Karmelkowo-lubieżne i pokorne, jak sprzęt.

W Pani spazmach być musi coś z sapiących ekspresów.
Pani nogi falują tak lubieżnie i zło.
W Pani mieszka księżniczka księżycowych ekscesów
I członkini zrzeszenia dla pań comme il faut.

A chce Pani? Zerwiemy raz z tą wszystką hołotą!
Polecimy na oślep w samochodzie, jak w śnie.
U podjazdu na dole niecierpliwi już motor
Ofutrzony mój szofer w swoim czarnym pince-nez.

Zeskoczymy po stopniach i zatrzasną się drzwiczki.
Wszystko zmiesza się razem ? to co przed i co po...
Z pocałunków na rękach będziesz mieć rękawiczki
I z mussonu rajera na swoim chapeau!

Zatwostepią latarnie w oszalałym rozpędzie,
Zamigocą się domy i osuną się w dół.
Pójdą słupy i słupy i kosmate gałęzie,
Samym lotem z łoskotem rozcinane przez pół.

A w ustronnym salonie kiedyś późno wieczorem,
Kiedy będzie znów jasno i wesoło i źle...
Blady lokaj we fraku nasze trupy z kawiorem
Poda sennie na tacy wytwornemu milieu...

13:29, diogenespies
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 maja 2010

FD4K i Camerimage przestały być wreszcie finansowane z pieniędzy podatników!
Ciekawe kiedy przyjdzie kolej na Łódź Art Center, ciągnące miejską kasę na Europejską Stolicę Kultury i faceta w rajtuzach?

ps
Kolega Miejskie_Narty ładnie aczkolwiek nieco rozwlekle napisał o finansowaniu wszelkich prywatnych festiwali, w Łodzi, przez miasto: http://starepolesie.blox.pl/2010/05/FD4K.html

sobota, 08 maja 2010

Gierałtowski wspominał swój epizod z jedną z łódzkich uczelni fotograficznych mniej więcej w ten sposób:  
 - w ciągu roku zorientowałem się, że wiejscy fotografowie uczą w tej szkole, wiejską młodzież jak zostać wiejskimi fotografami.  

23:10, diogenespies
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31